Siedzę w domu chora, mama się chyba za bardzo nie przejęła tym, że nie poszłam do domu. Mimo to muszę już się ogarnąć, nauka i praca, nauka i praca.
To przestało mieć jakikolwiek cel, jeśli bym powiedziała, że jest lepiej, skłamałabym, z kolei gdyby było gorzej nie byłabym takim prosiakiem. Zasady są proste. Chodzi o to, żeby oszukać jak najwięcej ludzi, bo przecież to robię od ponad 2 lat, prawda? Żyję w kłamstwie i mimo wielkich chęci, które gdzieś się we mnie tliły, wszystko wróciło do początku, nie chcę już pomocy. Skok z mostu, połknięcie tabletek albo rzucenie się pod samochód, tak łatwo a tak trudno. Nie to żebym nie była zdecydowana, ale dlaczego mam sobie ułatwiać? Wtedy nie poczuję nic, a przecież chodzi o to, żeby zadać sobie jak największy ból. Więc uciążliwie dążę do końca. Wiem, kiedy będzie koniec, to prostu, prawda? Kiedy padnę z sił, ale dosłownie a nie psychicznie, moja psychika już nie istnieje nie ma żadnych 'pozytywnych' myśli albo 'negatywnych', nie zostało nic. To, czym stała się moja podświadomość nie można określić niczym konkretnym. Wygrywa ten, kto szybciej dojdzie do mety, kto pierwszy padnie trupem, zaskakując wszystkich bo przecież wyglądała dobrze. Czuć pod palcami wszystkie kosteczki, widzieć żebra przebijające skórę, czuć wzrok przerażonych ludzi Twoim wyglądem, patrzeć jak wiszą na Tobie wszystkie ubrania bez względu na rozmiar. To jest tego warte.
Do tej pory zasypiając chciałam już kolejny dzień. Chciałam zacząć od nowa, mając przed sobą 24 godziny na unikanie jedzenia. Teraz to się zmieniło. Od kiedy miałam potworny atak wpychając w siebie pudding, ciastka i paluszki i nie będąc sobą, granicząc podświadomością ze snem na jawie, uczuciem że nie mam władzy nad własnym ciałem i zachowaniem, wszystko się zmieniło. Każdej nocy kładąc się do łóżka nie chcę się obudzić. Nie chcę już nigdy podnieść powiek, nie chcę otworzyć oczu czując pulsujący ból głowy spowodowany nie wiadomo czym. Nie chcę odliczać do kolejnej imprezy czy czegokolwiek gdzie mogłabym się upić albo zapalić. Nie chcę czekać na cud, dzięki któremu byłabym w stanie myśleć o swojej przyszłości. Nie chcę liczyć na coś co się nigdy nie stanie, i w końcu, nie chcę żeby komukolwiek na mnie zależało i ja także nie chcę na kimkolwiek zależeć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz