środa, 23 września 2015

#26

Płuca wypełnione dymem, oczy łzami, żołądek wyrzutami sumienia, usta niemym krzykiem, serce pustką.


Powoli, powolutku niszczę kolejną cząstkę siebie. Osobowości nie mam już cholernie długo, a ciało od 2 lat poddawane jest ciągłym walkom i zaniedbane przez brak wartości. Od wewnątrz oczywiście. Bo przecież zgrywam twardą. Szczęśliwą. 

Będę jeszcze lepsza. Nie pozwolę żeby ktokolwiek zobaczył że się boję. Ja kontroluję sobą, nie moje emocje. Bez względu na konsekwencje, perfekcja mnie przyciąga. Nie wiem czy doczekam wyjazdu do USA. Czy wgl bym się dostała? Zmiana życia. Rok poza domem, rok bez wyzwisk i kłótni. Choler, nie wiem czy dam radę wytrzymać do sierpnia. Ale nigdy nic nie wiadomo, prawda? Może do tej pory moje kości będą leżały zakopane 2 metry pod ziemią, może będę już wtedy spokojna, może wtedy przestanę się zamęczać i zatruwać, może to wszystko do tej pory się skończy.




Oby

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz