piątek, 9 października 2015

#28

Stałam jakieś 5 min przed półką z rogalikami i preclami, bo nie mogłam się zdecydować. Po powrocie, jako że jestem sama w domu do 18 i mogę pozwolić sobie na pochłanianie czegokolwiek chcę, i tak mnie nie będą podejrzewać miałam ochotę coś zjeść. Zupa stoi w lodówce, a pierogi w zamrażalce ale nie umiem jeść zwykłych dań. Chciałam precla. Wyskrobałam 5 zł, wzięłam psa i ruszyłam do Biedronki. Co sobie myślała idąc tam? Że normalnie kupię to, na co mam ochotę, że dzisiejszy dzień będzie tym w którym pierwszy raz od 2 lat kupię sobie coś bez wyrzutów sumienia nie zwracając uwagi na wzrok ludzi? To nie było dzisiaj. Stałam przy kasie z daniem i rogalem w ręce. Przede mną była tylko jedna osoba, i właśnie wtedy coś się we mnie odezwało. Bezwiednie wzięłam rzeczy i poszłam odłożyć na miejsce. Żeby nie wychodzić z pustymi i rękami no i musiałam coś mieć do zjedzenia, wzięłam 2 jogurty 0%. Zadowolona? Może trochę. Ale to i tak nie wymaże tego, że znowu podkradłam ciastka bratu. Szperałam w rzeczach siostry, znajdując jakieś tabletki i zakrwawione chusteczki, myszkowałam po całym domu bo co innego miałabym robić. Nie potrafię wyjaśnić jak bardzo jestem na siebie zła. W nocy skręca mi się żołądek z głodu i chcę wymiotować, to samo w szkole, a potem jak gdyby nigdy nic jem. Czy to znaczy że znowu jestem słaba? Że nie potrafię się powstrzymać, że straciłam kontrolę? Nie Ania, tak nie będzie. Skoro nie jesteś ładna, nie masz dobrych ocen bo ze wszystkiego jesteś najgorsza i nawet nikt cię nie lubi, to cholera pokaż że potrafisz chociaż to. Zaczyna mnie boleć głowa, ale to nie szkodzi, przeżyję. Jutro rano pójdę biegać. Phi, rano, zależy o której się obudzę. Ale bez względu na to jak bardzo będę się chwiała, pobiegnę. Za dużo dni już sobie odpuściłam, a w dodatku jest mroźna, idealna pogoda na bieganie w sobotę rano. 


2 pieprzone lata. Mało czy dużo? Tyle czasu jestem pod wpływem tego czegoś. Oczywiście nie było tak źle cały czas. Na początku tego roku naprawdę wierzyłam, że to koniec. Trudno jest wymienić powody. Jest tyle rzeczy/ludzi/sytuacji które to wszystko spowodowały. Nie chcę o tym myśleć. Nie mam siły. Głowa mi pęka. Coraz częściej męczą mnie koszmary, budzę się długo przed budzikiem albo leżę roztrzęsiona nie mogąc zasnąć. Nie chcę wierzyć, że będzie lepiej, bo przecież tyle razy się zawiodłam. W gimnazjum łatwiej było mi nie jeść w szkole. Skupiałam się tylko na nauce, do ludzi się prawie nie odzywałam, nienawidziłam ich wszystkich. Teraz jest inaczej, wszyscy są cholernie mili, chwilami mam wrażenie, że wszystko sobie wyobrażam. Ale to nie zawsze znaczy, że mi to pomaga. Długo sie im przypatrywałam i coraz bardziej zaczynam myśleć, że ja nigdy nie będę mogła być normalna. 2 bułki słodkie na przerwie, otwartość i  śmiałość jakiej ja nigdy nie miałam. Za bardzo czuję się inna. Ale nie w dobrym sensie. Czuję się obrzydliwaodpychjącagrubabrzydkawstrętnagrubagłupiagrubagrubagruba. Wszyscy mają jakieś dobre strony, są w czymś dobrzy i mocni a ja? Cholera znowu się nad sobą użalam, pieprzona egoistka.



Nie zjem już dzisiaj nic. Dość, koniec, nic. Tak, prowadzę się do grobu, niszczę się i dokładnie o to mi chodzi. 



Zobaczycie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz