środa, 2 września 2015

#24

Kiedy mam atak nie chodzi o kompulsywne objadanie się i wpychanie w siebie wszystkiego co popadnie. Wtedy właśnie nienawidzę jedzenia bardziej niż kogokolwiek lub cokolwiek na świecie i ostatnia rzecz która przyszłaby mi na myśl to jeść.

Nie wiem ile czasu minęło odkąd miałam ostatni atak lub uroniła kilka łez. Ale jak pewnie każda z was dobrze wie, w końcu nadchodzi moment który przebije się przez ten żelazny mur. 

Nie cierpię być sama w domu mimo że często żałuję, że są w nim ludzie. Ale dzisiaj tak się właśnie stało. Przeczuwając nadchodzące zagrożenie prawie rzuciłam się do drzwi, ale kiedy okazało się, że nie mam czym zamknąć mieszkania, zostałam zdana sama na siebie. I wtedy zaczęłam ryczeć. To było tak nagłe i niespodziewane że sama siebie zaskoczyłam. Jakby coś we mnie siedziało i wiedziało, że teraz może wyleźć. Łzy zaczęły lecieć same, a cała ta złość i ból spowodowały trzęsienie się moich ramion i wydobywanie chrypiących wołań. Wołałam mamę. Żeby wróciła, albo chociaż zadzwoniła i zrozumiała, zauważyła, ale nie wyrzuciła do psychologa. Żeby po prostu do cholery mnie przytuliła. Po prostu przytuliła. Wołałam Boga(?) bo nie wiem czy istnieje, pytałam się czemu się tak czuję, dlaczego to nie odeszło i ciągle tu jest. Nie jestem w stanie stwierdzić ile przeszłam, ale krążyłam z pokoju przez kuchnie, do pokoju mamy, łazienki, na ganek i z powrotem. Dreptałam obijając ściany i czekając na pomoc, która tak czy siak nigdy by nie nadeszła. Nagle dostałam jakieś furii i zawinęłam siostrze delicję. Ciastko w sensie, tak, ja i ciastko. Ale nie po to, żeby wepchnąć sobie do gęby, w życiu. Pobiegłam do toalety i rozgniotłam w rączkach nad muszlą. Spuściłam wodę i grzecznie umyłam dłonie z kilogramem mydła, zastanawiając się co ja do cholery wyprawiam. Nigdy ne czułam takiego obrzydzenia do jedzenia i gdybym tylko mogła, wyrzuciłabym całą lodówkę do śmieci. Energia nadal mnie roznosiła, więc rozwinęłam matę i włączyłam spalanie fitnessblender i nadal się trzęsąc zaczęłam ćwiczyć.

Nawet jeśli myślałam, że wylałam tonę łez, teraz pisząc to oczy mi się szklą. Piszę to z dziwnym trudem, bo właśnie teraz odczuwam mdłości i brak jedzenia. Wiadomo że już nic nie zjem, chyba pójdę spać razem ze słońcem bo nie mogę pokazać się mamie w takim stanie.
Szkoła, o ze szkołą? Jest nowa i to nie byle jaka, bo w końcu liceum ale co do tego mają moje zaburzenia? A no, zyskują dosyć dużo, bo cały dzień wstydzę się ugryźć jabłka, więc nie jem nic, a po powrocie jestem zbyt zmęczona. 

Naprawdę myślałam, że dzisiejszy dzień był okej, a co wyszło? Za bardzo się przejmuję, nawet cholerną kłótnia z siostrą, bo to przecież od niej się zaczęło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz