Kręci mi się wszystko bo nie jestem w stanie przejąć kontroli nad tym co wokół mnie wiruje. Jestem zapuszczona gdzieś pomiędzy snem a jawą. Żyję smutkiem, bo nie da się nazwać tego inaczej, czasami mam fazy śmiechu i wtedy żartuję, że jem. Dlatego wolę być wstawiona, wtedy śmieję się ze wszystkiego i nie zastanawiam się ile mogę jeszcze zjeść. Chyba się kapują, siostra znalazła zapalniczkę w szufladzie i pyta czy palę, jasne, że nie, tak jej powiem, a nawet jeśli to ona ma przecież niecałe 13 lat, nie zrozumie. Przerażają mnie moje policzki, które są jak u pucułowate dzieciaka, jakby wypełnione tłuszczem albo przeżuwanym jedzeniem.
Trudno jest mi pisać, bo trzęsą mi się ręce, ale nie przestanę, chcę żeby ludzie wiedzieli. Żartuję oczywiście, nie chcę zainteresowania, dobra chcę, ale tylko
Boże
Jest tam ktoś?
Bo chyba zostanę tu na zawsze. Utknę. Z moją śmierdzącą kurtką i dziecinnymi policzkami.
Boże.
Ja nie chcę tak wyglądać. Ja chcę schudnąć. Dlaczego ta pieprzona waga nie spada, dlaczego tyle wysiłku poświęcam na liczenie, planowania i gówno z tego, nadal jestem pieprzonym grubasem, DLACZEGO.
Nie mam siły na pomaganie Wam. Komukolwiek. Niech mnie wszyscy zostawią. Dam radę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz