czwartek, 13 sierpnia 2015

#22

W końcu w domu. Nie chciałam żeby wakacje tak szybko się kończyły. Najlepiej na świecie wspominam projekt we Francji i kiedy o tym myślę, często chce mi się płakać. Naprawdę się oderwałam i zapomniałam, szkoda że na tak krótko.

Ale jestem z powrotem i mogę kontynuować moje plany. Przez cały ten czas widziałam ludzi chudnących wokół siebie, będących na dietach podczas gdy sama czułam się jak tłuściutka świnka. Dlatego bardziej niż chyba kiedykolwiek mam chęć do zrzucenia 10kg. Dobra, może nie aż tyle, ale wolę myśleć na zapas.

Miałam nadzieję, że z tego wyjdę, oczywiście, że tak, ale niektórych rzeczy po prostu nie da się usunąć z naszego życia. To, że mam łzy o w oczach bez powodu, kiedy jestem z dala od domu i teoretycznie wszystko gra, miesza w mojej głowie, no bo jak mam się wyleczyć skoro nic nie pomaga. Zaczynam myśleć, że jest już za późno, że żadna pomoc nie okaże się wystarczająca i do końca moich marnych dni będę gniła w tym bagnie. 

Mam wrażenie, że wszyscy odeszli, wszystkie osoby które czytałam, wszystkie osoby którym zdążyłam zaufać. Trudno jest zacząć od nowa, kiedy chce się kontynuować to, co było. 

Nie mam planów, może nareszcie wykombinuję pracę, ale co do reszty nadal nie mam pomysłu. Stoję pod znakiem zapytania dotyczącym dosłownie wszystkiego, nie mam własnego zdania i nie potrafię dokonywać wyborów. Nie chcę się bać, bo nie mogę być słaba, ale jestem, boję się myśleć o tym, że powinnam ruszyć na przód, ale nie jestem w stanie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz