niedziela, 12 lipca 2015

#20

Tak nie powinno być, nie powinnam się tak czuć.


To co się dzieje wykracza poza moje możliwości, nie wiem dlaczego tak jest i nie wiem jak to zatrzymać. Nie czuję się chudsza o ani gram mimo że waga spada. Rok temu ważyłam 2kg mniej, ale przecież wtedy zaczynałam 'zdrowieć'.Byłam w kościele pierwszy raz od miesiąca głównie dlatego, że nie wiem nawet czy wierzę. Kiedyś modliłam się codziennie, ale teraz przestałam wierzyć, że to cokolwiek pomaga.
We wtorek jadę na wieś, do kuzynki i tu się zacznie prawdziwa walka. Ciocia nie pochwala mojej 'diety', chociaż nie wie, że teraz mam bardziej restrykcyjną niż rok temu. Nie mogę się bać, pokarzę, że jestem silna i umiem panować nad sobą w każdej sytuacji. Muszę tylko być pewna, zaplanować posiłki jakie jestem w stanie przełknąć i nie załamywać się na oczach innych. Perfekcyjna, pamiętasz?

'Chcesz być taka niska zawsze?' 'Dlaczego nic nie jesz?' 'Nie wychodzisz na słońce.' 'Nie mam pieniędzy, nie jesteśmy bogaci.' Typowa niedziela, typowe łzy zbierające się na myśl o tym wszystkim z czym nie daję sobie rady. Zawsze chciałam być chwalona, chciałam żeby rodzina była ze mnie dumna, żeby mieli powód żeby o mnie mówić znajomym, nigdy nie udało mi się tego zdobyć, jestem beznadziejna

To normalne, że u lekarza waga pokazuje więcej, prawda? Że po śniadaniu waga nie powinna się liczyć, że ja nie jestem gruba. Bzdura.

Nie mam ochoty jeść, dużo czasu zajmuje mi otworzenie buzi z rana, zmuszenie mózgu do poruszania szczęką, powstrzymanie łez, nie panikowanie, nie trzymanie się za brzuch, nie myślenie. Łatwiej byłoby po prostu odpuścić, łatwiej byłoby odżywiać się zdrowo, żyć normalnie. Ale jest za późno, nie ma odwrotu, nie umiem znaleźć wyjścia. 
Wiecie, często zastanawiam się czy ludzie (Ci którzy zdobyli moją dobrą opinię, Ci dobrzy i warci zaufania)domyślają się że jest ze mną coś nie tak. Czy widzą, że pragnę śmierci, że żyję w ciągłym strachu, że nie potrafię się cieszyć. Mam chwile, że jestem gotowa powiedzieć wszystko, ale wiem, że nie zrozumieją. Ja sama nie rozumiem.



Jest mi tak cholernie ciężko, nie daję rady, chcę ryczeć i umrzeć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz