Pamiętam czas, kiedy słowo strach nie było mi znane. Nie odczuwałam go i nic go we mnie nie wzbudzało.
A może nie chcę? Staję się zupełnie inną wersją mnie-anorektyczki. Ciągle panikuję i wszystko wyprowadza mnie z równowagi. Mama zjadła mój jogurt 0%, nie mogę się zważyć bo mamy remont w łazience, siostra nosi moje ciuchy i używa moich kosmetyków, brat wykorzystuje wszystkich naokoło, znajomi mają życie którego ja nigdy nie będę miała.
Do tej pory widok ludzi jedzących nie denerwował mnie, wręcz przeciwnie, praktycznie wpychałam w ludzi jak najtłustsze rzeczy, bo mogłam na to patrzeć, oni tyli, a ja chudłam. Teraz już tak nie jest, ten widok doprowadza mnie do obłędu, nie potrafię zrozumieć dlaczego oni mogą a ja nie. Staję się dziwnym stworem, na którego nikt nie ma wpływa, a jednocześnie wszystko go niszczy. Nie umiem wyjaśnić dlaczego tak się dzieje, dlaczego tak się zachowuję i co robią te myśli w mojej głowie. Ostatnimi czasy stałam się okropną pedantką i perfekcjonistką (nią byłam od dawna). Nie pokazywać ludziom, że płaczę, być jak najlepszą, nie dać po sobie poznać co w tobie siedzi. To nie ma sensu, do czego ja właściwie dążę. Do perfekcjonizmu.
Śmieszy mnie fakt, że wszystko co robię ma na celu ucieczkę stąd, wyrwanie się nie ważne jakim sposobem.
Powróciło uczucie sytości po niezjedzonym jedzeniu, powróciło poczucie bezgranicznej grubości i tłustości(?)
Nie wierzę w nic, Boga, słowa ludzi, artykuły w internecie, telewizję, kalorie na opakowaniach, literki w książkach. Przestałam ufać własnemu mózgowi, bo skąd mogę mieć pewność, że nie wymyśliłam sobie tych 120 brzuszków, a tak naprawdę zrobiłam 3? Co jeśli cyfry które się wyświetlają, są tylko obrazem wytworzonym przez moją wyobraźnie, co jeśli wszyscy mnie okłamują. Do obłędu, doprowadza mnie to do obłędu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz