Spadek wagi (możliwe, że chwilowy) sprawił, że mam lepszy humor, nie przejmuję się niczym, nawet się uśmiecham. Było wczoraj ciężko przetrwać na samych owocach i warzywach, ale było warto, nawet żeby zobaczyć może tylko chwilowe 0,7kg mniej. Najbardziej chyba boję się, że to tylko woda albo coś w tym stylu i jutro znowu będzie gorzej. Ale staram się o tym nie myśleć, planuję zrobić jakieś ciężkie ćwiczenia, przynajmniej już nie jest tak gorąco.
Upał robił swoje, cały dzień byłam wykończona, oprócz tego mamy remont w domu i jeździmy na zakupy, sprzątamy piwnicę, malujemy ściany. Prawda jest taka, że wolę coś robić, niż leżeć całe wakacje w łóżku. Niedługo jedziemy na wieś do kuzynki i wiem, że będzie trudno, ale dam radę. Wierzę, że jedzenie już nigdy nade mną nie zapanuje, dowiodłam, że potrafię się powstrzymać, wiem ile złego mi robi.
Chciałbym móc nie jeść wcale, wiecie, to już mnie nie kręci. Wszystko wydaje się za słodkie, za tłuste, za kaloryczne. O wiele łatwiej byłoby przestać i dać sobie spokój. Jednak wiem, że potrzebuję energii, muszę jakoś utrzymać się na nogach.
Chciałam dodać, że jeśli ktoś nie oglądał Edwarda Nożycorękiego, meeega polecam. Siedziałam z nim do 2 haha.
Takie pitolenie mogłabym sobie odpuścić, przecież nikogo to nie interesuje. Ale to mi pomaga, wiecie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz