Nie ma tego dużo i podejrzewam, że do końca dnia nie dobiję nawet do 1000kcal co i tak jest ogromnie dużo dla mnie. Nie mam pojęcia dlaczego wgl nie spadam skoro od ponad miesiąca jadę na ok. 600kcal diecie. Staram się nie stresować, bo ogromnie zależy mi na 'nowej' sylwetce i niższej wadze. Nie podoba mi się to, co widzę i denerwuje mnie kiedy ludzie mówią jaka to jestem chuda.
Mama ma urlop, ale nie jest tak 'uczulona' na kontrolowanie mnie jak rok temu. Patrzyła na mnie jak jadłam pudding i wiem jak bardzo podniosło ją to na duchu. Tak cholernie nie chcę jej martwić. Planuję zrobić sobie jutro 'oczyszczający dzień' z samych owoców i warzyw, ale nie wiem czy dam radę bez kawy. Mam remont w domu, głównie pokój mój i siostry, mam nadzieję, że ta zmiana mi jakoś pomorze. Fatalnie czuję się z tym, że wszyscy się świetnie bawią, wychodzą z przyjaciółmi albo wyjeżdżają, a ja ciągle siedzę w tym gównie.
Nie chcę mieć nadziei, że w nowej szkole będzie lepiej, bo za dużo razy się zawiodłam, ale jest to nowy start i jakieś wymagania muszę mieć.
Niedzielny obiad u babci spowodował jak zwykle mdłości, a 'resztki' pierogów jakie wg babci miałam zjeść na kolację, wylądowały w śmieciach.
Miałam nadzieję, że będę miała z kim pogadać chociaż tutaj, ale najwidoczniej nikt tego nawet nie czyta. Może to lepiej, może nie powinnam nawet tego nikomu mówić, nie mam pojęcia. Nie chcę myśleć o przyszłości, co w moim przypadku nie jest najlepszym wyjściem, ale tak jest mi lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz