sobota, 4 lipca 2015

#16

Chcę być szczęśliwa.

Chcę patrzeć na siebie bez nienawiści, chcę jeść bez wyrzutów sumienia, wychodzić ze znajomymi, nie przejmować się tak wszystkim.
Ale nie potrafię, kontrola nad jedzeniem to jedyne co sprawia, że jestem spokojna. Pusty żołądek i niechęć do jedzenia dodaje mi siły. A udawanie przed wszystkimi rozbija mnie coraz bardziej.

Byłam na basenie. JA byłam na basenie. Lubię pływać i leżeć na słońcu. Ale wzrok ludzi, strój kąpielowy, to psuje mój humor, niszczy mnie. Nie mogę znieść mojej figury, czuję się tak cholernie gruba. Czemu tata jest ode mnie chudszy? 

Ale muszę udawać, bo tego oczekują, muszę być normalną córką. Żadnych urojeń, odmiennych zdań, wykraczania poza 'codzienność'. Boję się (?) wchodzić na wagę, jednocześnie jednak nie umiem pokonać tej chęci zobaczenie głupich cyferek.

Czemu nie spadam, czemu nie chudnę, czemu nie jestem zadowolona. Codzienne ćwiczenia, liczenia, dlaczego to wszystko nie działa, czemu rok temu było łatwiej.

Może tylko tak mi się wydaje, przecież byłam bliska śmierci. Czy to nie jest śmieszne, że czasami chcę wrócić do tego stanu? Gdzie nic nie mogło mnie powstrzymać, nie dawałam sobie szansy na choćby leciutkie odchylenie od 'planu', nie pozwalałam nikomu się do mnie zbliżyć, zamknęłam się w sobie. Wracając do tamtych chwil myślę o sobie jako o zagubionej 15-latce, która nie wiedziała tyle o życiu. Ale teraz wcale nie jest inaczej, 'doroślejsza' dzięki TYM doświadczeniom, ale nie zmienione przekonania, nie 'naprawiona' głowa. Czuję się głupia, kiedy ktoś śmieje się z samobójców, anorektyczek albo osób z psychiatryka. Może bardziej mi przykro, że nie mam nikogo kto by to zrozumiał?

Dużo wysiłku kosztuje mnie wejście tutaj, bo mam wrażenie, że jestem tą najgorszą z was wszystkich, że to ja zawsze gonię na końcu. Nie wspomnę o tym, że chyba nikt tego nie czyta, więc tylko zajmuję miejsce w internecie. Chcę czuć się okej, jeszcze 2 lata temu nawet nie pomyślałabym, że któregoś dnia przyjdzie mi wybierać między jabłkiem a mdleniem lub spaniem a ćwiczeniem. Jestem popieprzona.
Tak bardzo bym chciała coś sobie zrobić tak mocno, żeby już nigdy więcej nic nie czuć, żeby bolało cholernie mocno, żeby zapomnieć o tym co się dzieję, żeby dostać to na co zasługuję. 

Chcę stąd zniknąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz