Ale wchodzę na to 3 piętro, nie pokazuję, że obraz mi się chwieje. Walczę o oceny do końca, mimo faktu, że nie jestem z siebie dumna, średnia 5.0 mnie nie zadowala.
Brakuje mi sił w domu. Udawaj, że Cię to nie rusza. 'Przecież ty nie musisz jeść'. No nie muszę. Staram się nie denerwować, bo nie mam zamiaru poddać się przed końcem. Nie wyprowadzi mnie z równowagi, nie dam mu powodu do satysfakcji. Znowu zginęły pieniądze. Ale w tym domu to normalne. Trzeba być silnym, żeby nie zwariować. Już zwiariowałam. Tak więc, nie poszłam na zakupy. Nie kupiłam jabłek i bułki w związku z czym nie wiedziałam co jeść. Tracisz kontrolę. Codziennie jem to samo. I prawie się modlę, żeby nikt nie zjadł mi ostatniego jabłka, albo zostało jeszcze mleko 0,5%. Jeśli jest inaczej, serce bije szybciej. Jestem poddenerwowana. Bo co teraz? Miałam plan. I nie wypalił. Ale mówię sobie, żeby nie panikować. Nic się nie stało. To tylko jedzenie.
Staram się poruszać po kuchni jak najciszej. Bo on może usłyszeć. Nie ma słuchawek, więc wszystko słyszy. Nie chcę, żeby słyszał. Znowu pomyśli, że jesteś grubasem. Koniec. Nie będę więcej jadła. Przeżułam wystarczającą ilość kalorii abym nie zasłabła na próbie w kościele. Będę słaba, ale dam radę. Niższe cyferki na wadze dają więcej radości niż jedzenie. Nie mówiąc o tym, że pozwoliłam sobie na taki luz w weekend. Gdyby nie to, pewnie spadłabym więcej. Ale nie myślę o tym.
Tak mało zostało. Kilka dni i mogę odpuścic. Znowu czuję, że mnie nienawidzą. Te szepty kiedy idę korytarzem. Ale kiedy się odwracam oni nawet nie patrzą. Debile, myślą, że nie widziałam. Też ich nienawidzę.
Nie chcę się zastanawiać co dalej. Co po wakacjach. Albo co na wyjazdach. Jak bardzo będę uzależniona od innych. Jak trudno będzie znieść poczucie winy i brak kontroli. Chcę wykorzystać to, że nikt się nie interesuje moim bilansem. Chcę grać tak długo, aż osiągnę perfekcję. Każda kosteczka widoczna. Aż poczują ten cholerny ból, który ja czuję od 1,5 roku. Aż będą się czuli winni, że tak długo mieli mnie w dupie. Aż będzie za późno.
Nie chcę czuć tego smaku. Idę umyć zęby. Nie chcę patrzeć na siebie w lustrze i widzieć świnię. Nie chcę liczyć każdego kęsa, nie chcę czuć tłuszczu przy każdym ruchu, nie chcę popełniać błędów, nie chcę się tak czuć. To przestań jeść. Przecież jem malutko. I tak za dużo. Zawsze będzie za duzo.
Pamiętasz kiedy mama płakała na Twój widok? Jak przerażona była Twoimi kośćmi? Pamiętasz jak wspaniałe było bycie najchudszą? Pamiętasz jak doskonale ukrywałaś to przed wszystkimi? Jak konsekwentnie dążyłaś do celu mimo całego bólu? Jak szybko zapomniałaś o innych problemach, a ONA się Tobą zaopiekowała? Jak dobrze Ci było w jej kościstych ramionach? To wróć do niej dziecko i zapomnij o tych bezdusznych frajerach którzy tylko czekają na odpowiedni moment, żeby wbić Ci nóż w plecy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz