Gruby śmieć.
Źle. Źle. Co z tego że spadłam pół kilo skoro potem jadłam po 21, rano jadłam jakąś tarte z jajecznicą(?) i nie mam kuźwa pojęcia ile policzyć kcal. Ale to wszystko żeby się chronić żeby się kryć i nie dać poznać. Nie jest łatwo, ale tak trzeba. Niech mnie tylko zostawią. Tata oczywiście wie lepiej, powinnam wychodzić na słońce i sie opalać, babcia, że za mało jem, a ja kuźwa umieram w krótkich spodenkach no i chce mi się ryczeć ale nawet nie mogę. Nie jestem w stanie wytzymać tego braku kontroli tego wypełnionego rzucha i uczucia tłuszczu rozlewającego się po całym ciele. Mam dość tego, że wszyscy mi mówią, że wyglądam okej. Zamknijcie swoje pieprzone mordy bo nie macie cholernego pojęcia jak to jest być prześladowanym przez własne myśli. Jak bardzo kuźwa musiałam udawać przez cały dzień, że się cieszę jedzeniem, że mi smakuje, że to lubię. Błędem było zgodzenie się na bark kontroli, nie powinnam tego robić. Ale już koniec, będę teraz miała więcej czasu i doprowadzę to do pieprzonego porządku. Wystarczy się uśmiechnąć, wystarczy przestać się odzywać, a ludzie sami sobie zaczną wmawiać, że wszystko jest ok. Muszę być silna, wytrzymać to mimo, że tak cholernie mocno chcę końca. Muszę być silna mimo, że jestem słaba, mimo, że jest mi cholernie trudno. Ludzie są po prostu debilami i naprawdę nie wyobrażam sobie życia, które miałoby zależeć od któregoś z nich.
Co mówić więcej czuję się zostawiona przez wszystkich, co z tego że dwie osoby wiedzą o mojej choroboe skoro zachowują się jakby się nc nie działo i było w porządku. To trzeba samemu doświadczyć.
Przepraszam, że tak krótko(?) nie mam siły naprawdę.
Mam nadzieję, że u Was lepiej, trzymajcie się chudo x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz