Jako że znalazłam w sobie dość motywacji, chcę napisać moje 'zasady' do których się stosuję.
1. Unikanie (wykluczenia jeśli się da) słodyczy, tłustych rzeczy (smażone, śmietana, masło, ser żółty itp), soków, dużej ilości cukru + mięsa nie wliczam, ponieważ jestem wegetarianką
2. Nie jedzenie po godz 18
3. Nie przekraczanie 500 kcal (tylko dlatego, że wtedy czuję się najlepiej PSYCHICZNIE)
4. Codziennie ćwiczenia (na kręgosłup [problemy zdrowotne], 100 brzuszków, 100 pajacyków)
5. Codziennie ważenie (rano)
6. Rozplanowanie jedzenie aby mniej więcej do ok 21 pozostać na siłach
7. Utrzymywanie porządku wokół siebie (pomaga mi w koncentracji i lepiej się czuję)
Po szkole znowu byłam padnięta, ale w domu było znacznie gorzej. W piątki zawsze robię sobie wolne, nie zajmuję się lekcjami i nie sprzątam, tylko odpoczywam. Niby okej, ale humor jak zwykle musiał mi popsuć kochany braciszek :) To, że traktuje mnie jak śmiecia jest rzeczą codzienną, radzę sobie z tym ale nie kiedy wracam od razu po szkole, bez jedzenia przez cały dzień. Ten moment to najsłabsza chwila dnia i bardzo łatwo mnie zdenerwować. Więc szybko wyprowadził mnie z równowagi mówiąc, że nie da mi kasy na zakupy (zawsze jem co innego bo wszystko w rodzinie są mięsożerni). Na początku pomyślałam, że w sumie okej, i tak nie chcę jeść, ale potem stwierdziłam, że wolę mieć jabłka żebym nie musiała opychać się chlebem. On jest tak zapatrzonym w siebie egoistą, że nie jestem w stanie normalnie z nim rozmawiać, mimo że nienawidzę siebie, to on sprawia, że wszystko jest gorsze, że nie mogę się z TEGO wydostać. Na szczęście nie okaleczyłam się, tylko poszłam do pokoju się położyć. Denerwuje mnie jego ignorancja i bezuczuciowość, ma w dupie, że jego słowa ranią, potrafi przyjść po 5 minutach i zacząć gadać o swoich idiotycznych grach. W każdym bądź razie nie dałam się. Może nie tyle, że się nie dałam, bo właśnie kiedy jestem wkurzona nie jem. Chcę mu pokazać, że to potrafię (jako że codziennie mnie przekonuje jaka jestem bezużyteczna). Wszyscy zapomnieli co było rok temu. Po powrocie ze szpitala zachowywali się inaczej. Naprawdę miałam nadzieję, że jednak coś się zmieni. A gdzie tam. Mogę marzyć. Wszystko wróciło do pierwotnego stanu i nie jestem w stanie na to nic poradzić. Widziałam dzisiaj jedną z nas.. Szła z dwoma pieskami i miała podłączone kroplówki/woreczki nie jestem pewna co to było. W każdym bądź razie nigdy nie widziałam aż tak wychudzonej osoby. Miałam ochotę do niej podejść i ją przytulić albo po prostu uśmiechnąć się, ale bałam się, że odbierze to jako negatywną uwagę. To, do czego są w stanie doprowadzić nas ludzie nie jest normalne.
Jutro na noc do koleżanki. Obawa/strach/przerażenia/niepokój/wszystko naraz.
Jedzenie.
Tak dużo od niego zależy.
Nie dam mu tej satysfakcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz