czwartek, 11 czerwca 2015

#4

Trzęsącymi się rękami wystukuję litery, ostatkiem sił udaje mi się zebrać myśli do kupy.

 Źle wszystko zaplanowałam, byłam za bardzo bezmyślna i leniwa. Jak zawsze. Za długo siedzę, a nie dokończyłam prezentacji i nie jestem nauczona. Muszę jeszcze szybko zrobić ćwiczenia bo nie chcę napadu (nawet nie mam na niego siły) i upaść też nie zamierzam. Wstanę wcześniej i się pouczę, a prezentację pieprzyć. Znowu zawalam obowiązki. W dodatku mama wróciła z pracy z sukienką, która mam mieć na bierzmowanie.. Tłusta. Co z tego, że najmniejszy rozmiar trzeba zciaśniać skoro widzę grubą świnie. Co z tego, że ubrania wiszą skoro nie umiem patrzeć w lustro bez łez w oczach? Jak mam wytłumaczyć mamie, że nic mi się nie podoba? Co zrobić, żeby nie krzyczała, że nie można mi dogodzić? 'Wiesz co, uważam, że przesadzasz' Przepraszam?  Nie potrafię wytłumaczyć jak okropne jest uczucie kiedy nie możesz na siebie patrzeć. Kiedy masz ochotę się zadźgać, roztrzaskać, zagłodzić, byleby na siebie nie patrzeć. To jest moja obrona. Moja jaskinia. Zimna i pusta, ale bezpieczna. Tak się chowam przed wszystkim co mnie otacza. Rozbitą psychikę bardzo trudno jest zakleić, nie mówiąc o poskładaniu. Lecę się wykańczać jeszcze fizycznie, trzymajcie się chudo motylki x


nie chcę się bać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz