Cholerne wyrzuty sumienia.
Idiotka.
Wyniki egzaminów, bierzmowanie, lasagne po 21, nic dziwnego, że jestem poddenerwowana. Nie mówiąc o jutrzejszym dniu, który zapowiada się mega źle- 12h na nogach, bo mam projekt szkolny. Wykańczam się nie tylko fizycznie, a nie potrafię się nawet porządnie wyspać. Pierwsza osoba zauważyła, że schudłam- jedyna pozytywna rzecz. Miałam chwile (dosłownie minuta), w której chciałam zjeść. Normalnie. Jak normalny człowiek. Ale przeszło mi. Po lasagne czułam się strasznie, powstrzymałam się od wyrzuceniem jej za okno, bo było mi mega słabo, a siedziałam 2h w kościele. Bedę żałować, nawet już żałuję i chyba się jutro nie zważe. Albo będę ćwiczyć puki nie padnę. Niech juz będzie koniec. Czekam na wolne, na czas dla siebie, na leniwe dni. Nawet jeśli wiem, że nie będzie lepiej, że w szkole przynajmniej trochę o tym zapominałam i udawało mi się przetrwać z dnia na dzień. Bedzie inaczej, ale zmęczenie jest tak silne, że nie chcę tego ciągnąć. Wiem, że ona nadal przybywa i kwestią czasu jest kiedy odmówię wszystkiego.
Co dużo mówić, położyłam się po 22 i po jakimś czasie przyszła do mnie mama, ale nawet nie miałam siły jej odpowiedzieć. Tracę świadomość. Cholerne cyferki doprowadzaja mnie do szału, a jedzenie sprawia, że kwas żołądkowy podchodzi mi do gardła. Za duże wymagania. Dlaczego ciągle mają pretensje, że nie jem wszystkiego? Czego do cholery oczekują? Że będę grubasem? Mam wrażenie, że tracę wolę walki, że zatracam się w amoku i pedzę na oślep nie świadomo tego co czyha za rogiem. Chcę być zdecydowana, podejmować wlasne decyzje, tymczasem nie wiem którym autobusem pojadę do szkoły. Perfekcja i staranność rozbija mi czaszkę, a świadomość tłuszczu i kilogramów doprowadza do skrajności.
Miałam pisać dla siebie i tak było dopóki przestał ktokolwiek tu wchodzić, czemu tak cholernie potrzebuję czyjejś uwagi. Nie chcę się bać. Chcę znaku życia, że ktoś wie co czuję, że nie jestem wariatką, że nie jestem sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz