Oby to była tylko woda, błagam oby te 80 dag było tylko wodą.
Nie umiem wymusić wymiotów, ale dzisiaj tak mega mocno chciałam się pozbyć zawartości żołądka. Byłam u babci, więc chyba wiadomo, że nie czułam się dobrze. Pierogi, pierogi, zawsze pierogi. Nie obejdzie się bez pytania, czy na pewno nie chcę mięsa/ciasteczek/czekoladki. Tłuszcze, tłuszcz, wszędzie go pełno, kalorie, o Jezu, te kalorie mnie zabiją. Nie wiem czy to sobie wmówiłam, czy to przez to, że nie jadłam obiadu od bardzo dawna, ale tak mnie wypełnił, że naprawdę bliska byłam płaczu.
Kocham Cię dziadku, ale nie zmuszaj mnie żeby wzięła tą czekoladkę nie chcę jej dotykać, nie chcę tego czuć, nie chcę na to patrzeć.
Znowu odsuwam wszystkich, odsuwam siebie, unikam kontaktów, nie chcę wychodzić. 2 godziny łażenia po sklepach i kupno spodni, ale to nie poprawia mi humoru. Wybieranie najmniejszych rozmiarów, ale odbicie w lustrze nie pokazuje wymarzonego obrazu.
Mam 'chwile słabości' kiedy czuję, że muszę przestać, że muszę 'wrócić do życia', że chcę żyć. Ale to są tylko chwile, nigdy nie miałam tak dłużej niż 12 godzin. Nawet jeśli zaczęłabym jeść to zginęłabym przez wyrzuty sumienia, nie wytrwałabym tak długo. Nie mówiąc o tym, że niejedzenie sprawia, że się uspokajam, mniej mnie powoduje, że dobrze się czuję, wiem, że tak musi być.
To jest głupie, to wszystko nie ma sensu, nie mam rutyny, zawodzę się na wszystkich, nie potrafię się cieszyć. Stawiam poprzeczki za wysoko i nie umiem ich przeskoczyć, nie mam siły.
Czemu nie dacie mi wykończyć siebie, czemu nie pozwolicie słuchać mi moich głosów w spokoju, dlaczego nie dacie mi umrzeć.
Ciągle próbuję wymigać się od obiadów, od ludzi, od otoczenia. Szukam wymówek, tracę zainteresowanie światem, skupiam się na niej.
Czego ja oczekiwałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz